Marriott Everest Run

Maraton, Marriott Everest Run, Schody, Silesia Nordic Team, Zawody

everest

Gdy na początku grudnia zapisywałem się na tą imprezę, sam się do siebie śmiałem, przypominając sobie mój pierwszy start. Zastanawiałem się, na cholerę mi znowu to chodzenie po schodach, przecież nie ma w tym nic przyjemnego, żadnych widoków, które rekompensują trudy trasy, tylko schody, schody i schody. A jednak coś mnie pchnęło do tego by się zapisać po raz drugi i zmierzyć się ze schodami Hotelu Marriott.

251068473

Tym razem przyjechałem do Warszawy razem z drużyną “Zdzieraj Kapcie” (4 osobowa sztafeta). Rozbiliśmy nasz “obóz” na sali fitness, gdzie głównie stacjonowały sztafety. Dobre miejsce z szybkim dostępem do masaży, basenu i oczywiście do schodów. Po rozpakowaniu, przebraniu i zapoznaniu się z terenem, punktualnie o 9:00 wystartowaliśmy. Plan był bardzo prosty, poprawić wynik z roku 2016 o minimum 10 wejść, a najlepiej wdrapać się na sam Everest. Ale jak to z planami bywa, nie zawsze udaje się je wykonać. 

mike

Tak czy inaczej początek był obiecujący i nic nie zapowiadał tego co się później stało. Spokojne pierwsze 10 wejść, odpoczynek, kolejne 10 wejść, obiad.

dsc_0949

Posiłek regeneracyjny w Restauracji Champions

Po posiłku zmniejszyłem ilość pięter, 5 wejść, odpoczynek, 5 wejść, odpoczynek, aż do 40 wejścia, kiedy to dopadł mnie kryzys. Zszedłem i wskoczyłem do jacuzzi (co jak się okazało było błędem), po 40 minutach wróciłem na schody, 4 wejścia, odpoczynek, 3 wejścia odpoczynek, 2 kolejne wejścia, które jeszcze jakoś pokonałem i potem feralna 50-ta wspinaczka, która mną pozamiatała. Zaczęło kręcić mi się w głowie, wchodziłem od ściany do ściany, o mało się nie wywracając. To był koniec. Tak po prostu. Stwierdziłem, że wolę przerwać niż ryzykować, że coś może mi się stać.

58a8a63f28d79_o

Jeszcze w dobrej formie 🙂

Gdzie był błąd? Uważam, że przy pierwszym kryzysie po 40 wejściu, powinienem zejść do strefy odpoczynku i położyć się spać na 2 godziny, te dwie godziny dałyby mi więcej niż 30 – 40 minut jacuzzi. Miałem na tyle duży zapas czasu, że 2 godziny snu nie przeszkodziły by w osiągnięciu Everestu.
dsc_0950

Strefa regeneracji

Rywalizację zakończyłem mając na koncie 50 wejść, co nie wydaje się dużą liczbą, ale jak przeliczy się to na piętra… 2100, lub schody… 39800 to wyobraźnia zaczyna działać. Osiągnięta wysokość 6825 metrów w pionie pozwoliła mi na zajęcie 63 miejsca na 177 osób startujących indywidualnie.

dsc_0948

Pamiątkowy numer startowy

Na sam kilka osób namawiało mnie bym, na sam koniec po dłuższym odpoczynku wszedł jeszcze jeden raz i poprawił swój rekord. To prawda, mogłem to zrobić, przełamać zmęczenie i niechęć do schodów i to zrobić, ale uważam, że takie wejście dla kosmetycznej poprawy wyniku nie dałoby mi satysfakcji i radości. Dlatego też zrezygnowałem z tego pomysłu.

dsc_0955

Medal

Czy jestem zadowolony? Tak i Nie. Tak, bo wyrównałem zeszłoroczny wynik, potrafiłem rozpoznać sygnały, które wysyłał mi organizm i wiedziałem kiedy zejść, by nie ryzykować kontuzji. Nie, ponieważ nastawiałem się na lepszy wynik, wydawało mi się, że jestem lepiej przygotowany i doświadczony startem 2016.

dsc_0956

Certyfikat potwierdzający osiągnięty wynik

Z perspektywy dwóch startów w tej imprezie, uważam, że najważniejsza jest regeneracja i po prostu dobry sen. Dlatego jeżeli wybiorę się następnym razem, to z pewnością przyjadę dzień wcześniej, żeby się wyspać. Żadnej nocnej jazdy i próby łapania snu na siedząco.

zk

Zdzieraj Kapcie

Drużyna “Zdzieraj Kapcie” z którą wybrałem się do Warszawy dała czadu i uzyskała super wynik, mogło być lepiej, mogło być pudło, ale też kilka spraw nie poszło po Ich myśli. Tak czy inaczej brawo Turbo Basia, Łukasz, Bartek i Robert. Za rok będzie lepiej!

16864554_980041508792429_8710953031577964203_n

Motywatory 🙂

Kilka słów o organizacji i obsłudze. Tak jak już pisałem w zeszłym roku, od początku do końca perfekcja. Wiecie, że lubię się czepiać szczegółów, ale w przypadku tej imprezy naprawdę nie ma czego. Wyobraźcie sobie wolontariuszy (nazywanych tutaj szerpami) uśmiechniętych i gotowych do pomocy przez ponad 24 godziny trwania zawodów. Obsługa włożyła w tą imprezę nie mniej wysiłku niż startujący w niej zawodnicy. Brawo Wy!
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s