PKO Silesia Marathon

Bieg, Katowice, Maraton, Park Śląski, Silesia Nordic Team, Zawody

Kilka dni po starcie mogę już spokojnie napisać, że nie powinienem stanąć na starcie, ostatni trening biegowy zaliczyłem 11 czerwca, i od tamtej pory nie przebiegłem nawet kilometra, co prawda chodziłem z kijami kilka razy, ale nie można tego uznać za jakiekolwiek przygotowanie do maratonu. To było czyste szaleństwo i niepotrzebne narażanie się na kontuzję. Przyznam, że skusiła mnie meta na Stadionie Śląskim i gdyby nie to, to pewnie oddałbym komuś swój pakiet startowy.

DSC_7384

Tak czy inaczej udało się ukończyć w jednym kawałku, głównie dzięki towarzystwie Bogusi i dopingowi na trasie. Czas uzyskany na mecie lepiej przemilczeć, celem było dobrze się bawić i dotrzeć do mety. Trasa trudna i wymagająca, wolontariusze na punktach z nawadnianiem byli rewelacyjni. Grupy kibiców też dawały czadu. Chciałbym w przyszłym roku ponownie wystartować, ale tym razem będąc lepiej przygotowanym, a nie na wariackich papierach.

DSC_2837

Advertisements

The Transylvania One Hundred

Bieg, Góry, Kije, Silesia Nordic Team, Ultramaraton, Zawody

Dla mnie to było wielkie święto górskiego biegania, wielka przygoda oraz zdecydowanie najtrudniejszy bieg w jakim do tej pory wziąłem udział. Trasa na której wystartowałem miała 50 km długości oraz około 3300 metrów przewyższenia. Utrudnieniem była niezwykle kapryśna pogoda, było absolutnie wszystko … słońce, wichura, burza, grad. To jak było ciężko na trasie odzwierciedla fakt, że około 100 osób nie ukończyło tego biegu, a wśród kobiet w kategorii 40 + na dystansie 100 km, tylko JEDNA dotarła do mety!
Mnie, patrząc z jednej strony poszło bardzo pechowo, z drugiej szczęśliwie.

8

Na starcie

Ale po kolei … Wystartowałem spokojnie, początek trasy prowadził cały czas pod górę, w sumie początek to trochę źle napisane … bo to było 10 km na poziom 2200 metrów, następnie 4 km ostro w dół, ale na tyle stromo, że nie było zbyt wielu okazji na prawdziwy zbieg, gdzie można by puścić nogi i poszaleć. I tak dotarłem do pierwszego punktu żywieniowego na 14 km Malaiesti, chwila oddechu, mały posiłek i dalej w drogę.

4

10 km

Od tego momentu zaczynała się ostra wspinaczka, wraz ze szczytem Omu (2507 metrów), który był nemezis tej trasy. Podejście na szczyt, które miało około 600-700 metrów po śniegu, lodzie, w towarzystwie bardzo silnego wiatru, było czymś nieprawdopodobnym, jeszcze nigdy się tak nie wspinałem, cały czas starając się podpierać kijkami i mając przy dłoni łańcuch który miał tą wspinaczce ułatwić.

3

10 km

To było coś, co naprawdę ciężko opisać i tylko osoby które tam były są w stanie to zrozumieć, a słowa “Omu” nigdy już nie zapomną. Na szczycie było bardzo wietrznie i zimno (co było widać na filmiku, który opublikowałem) i w takich warunkach trzeba było pokonać kilka następnych kilometrów w dość płaskim terenie, aż do punktu Batrana ( 2200 metrów ).

6

13 km

To co zobaczyłem tutaj wyglądało jak stacja na biegunie, mnóstwo śniegu, wiatr wiejący z prędkością około 70-80 km na godzinę, widoczność na 5 – 7 metrów, wolontariusze ubrani w grube puchowe kurtki, 2-3 budynki (chyba) które zauważyłem wyglądały jak iglo … ogólnie klimat jak na stacji arktycznej z filmu “The Thing”. Uciekłem z tego miejsca tak szybko jak to tylko było możliwe, mając 21 km w nogach i świadomość, że najtrudniejszy odcinek mam już za sobą, że teraz będzie już tylko lepiej i spokojniej. Kilometr dalej okazało się, że jednak nie… Podczas trawersowania jednego z licznych lodowych “języków”, które przecinały trasę, postawiłem nogę w jakoś mało stabilny sposób, bądź też trafiłem na wyjątkowo śliski fragment podłoża … i poleciałem. Na na plecy, tyłek i zacząłem zjeżdżać … z mapy wynika, że było to koło 300-350 metrów kiedy to udało mi się za pomocą kijków zatrzymać.

7

15 km

Po zatrzymaniu się jeszcze przez kilka sekund się nie podnosiłem, starałem się wyrównać oddech i wyczuć, czy czegoś sobie nie połamałem, ale o dziwo nic mnie nie bolało, tylko trochę pośladki od upadku, plecy zostały ochronione przez plecak … pierwsza myśl – ale fart! Ale co robić dalej? Stanąłem w miejscu, gdzie nie miałem możliwości wspięcia się z powrotem do góry i powrotu na trasę, a droga w dól wcale nie wyglądała lepiej. Na spokojnie przeanalizowałem mapę i swoje możliwości, i zdecydowałem, że zejdę na dół, co sprawi, że ominę jeden punkt kontrolny i nie zostanę sklasyfikowany w biegu. W tamtej chwili wydawało mi się, że była to bardzo rozsądna decyzja, teraz chyba też, chociaż pozostaje trochę niedosytu, że nie podjąłem próby powrotu na trasę. Tak więc rozpocząłem zejście, i po około 500 metrach znalazłem się na trasie biegu na 30 km, bardzo mnie to ucieszyło , dostałem nawet przypływu energii i rozpocząłem bieg. Jak się okazało trasa 30 km nie była łatwiejsza niż trasa 50 km … taka sama suma przewyższeń, a trasa krótsza o 20 km! Na jednym z odcinków, gdzie trzeba było zejść ze skały przy asekuracji łańcucha znalazłem wiszącą na wysokości około 4-5 metrów nad ziemią irlandzką biegaczkę, którą zablokowało, dziewczyna nie była się w stanie ruszyć, poślizgnęła się, rozbiła kolano i przez to trzymała się kurczowo łańcucha. Kilka minut rozmowy i udało mi się ją sprowadzić na ziemię.

5

Przed podejściem na Omu

Razem dotarliśmy do kolejnego punktu kontrolnego, dziewczyna pognała dalej, a ja opowiedziałem wolontariuszom co mi się przydarzyło, ale zachęcili mnie żebym nie rezygnował, tylko ukończył trasę, która dokładnie w tym miejscu łączyła się z moją trasą 50 km! Tak więc pozbierałem się i dokończyłem bieg, już bez większych przygód (nie licząc burzy, tego że cały nieprzemakalny sprzęt mi przemókł i kilkunastu minut gradu). Na mecie oklaski, medal, jednak szybko podszedłem do organizatora, i powiedziałem, że raczej tak do końca to mi się nie należy za skrócenie ślizgiem trasy o prawie 10 km, jednak usłyszałem, że jak pokonałem Omu to medal mi się należy!

2

Zamek Bran

Cóż więcej mogę napisać, trasa przepiękna, jeden z Nowozelandczyków spotkanych na trasie, był absolutnie zachwycony okolicą i razem dziwiliśmy się dlaczego właśnie tutaj nie został nakręcony “Władca Pierścieni”!
Organizacja biegu bardzo dobra, z kilkoma drobnymi niedociągnięciami, o których nie warto wspominać. Szkoda tylko, że pogoda byłą taka a nie inna, przez cały tydzień poprzedzający bieg było pięknie i słonecznie. Akurat w dniu startu musiało przyjść załamanie. Czy chciałbym wrócić na Trasylvania100k ? Zdecydowanie tak, ale tym razem tylko na trasę 100 km!

IMG_4323

Nasza ekipa wraz z gospodarzami pensjonatu

Na koniec chciałem jeszcze podziękować mojej ekipie wyjazdowej: Gosia, Marzka, Marek, Jarek! Było super! Pozdrowienia również dla pozostałej grupy, z którą spotkaliśmy się na miejscu: Monika, Marcin, Artur, Karolina, Maciek, Stefa, Kamila, Marek (mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem, a jeżeli tak to przepraszam)
I jako wisienka na torcie, OGROMNE GRATULACJE dla Marzki, która wywalczyła DRUGIE miejsce wśród kobiet na dystansie 100 km, pokonując tą absurdalną trasę w czasie poniżej 24 godzin! Chapeau Bas!
#Bran #Dracula #Transylvania #GórkskieBieganie #KSNW #SilesiaNordicTeam #CityFity #NeverGiveUp #FearTheReturn #Compressport #GoHardOrGoHome #Omu

Już jutro!

Bieg, Kielce, Półmaraton, Zawody

18216824_868861276584989_3194345071086228727_o

Kiedy rok temu wystartowałem w tej imprezie byłem absolutnie zachwycony każdym jej aspektem. Organizacja, trasa, wolontariusze, pakiet startowy, wszystko perfekcyjne. Mam nadzieję i życzę tego wszystkim, aby jutrzejsza impreza stała na równie wysokim poziomie!

Pozdrawiam i do zobaczenia na trasie 🙂

“II Ekstremalne Walentynki na Sportowo”

Bieg, Morsowanie, Silesia Nordic Team, Zawody

Fotorelacja z bardzo ciekawej imprezy, która odbyła się przy Zalewie Strawczyn.
Dla każdego było coś miłego, bieg indywidualny na dystansie 3.6 km, bieg sztafetowy par na tym samym dystansie, rajd rowerowy, rajd nordic walking, oraz na koniec morsowanie i pieczenie kiełbasek na ognisku.

img_3532

Start

img_3531

img_3543

Początek drugiego okrążenia

img_3542
img_3539

img_3559

Meta

Ja wybrałem bieg, oraz niestety dopiero pierwsze w tym roku morsowanie. Niestety, ponieważ nie wiedziałem, że jest taka możliwość w miarę blisko od domu (ciągle jestem na etapie poznawania okolicy). Teraz o ile tylko grafik w pracy mi pozwoli, to będę zaglądał częściej nad Zalew Strawczyn.

img_3564

Przygotowanie

img_3574

Rozgrzewka

img_3585

Wspólne zdjęcie przed wejściem

img_3605

W kolejce do drabinki

img_3638

Zanurzenie

img_3635

Woda była całkiem ciepła

img_3639

Wyjście po paru minutach

img_3643

Ciepły szlafrok i bieg po herbatę

Sama impreza przebiegła bardzo sprawnie, trasa była posypana piaskiem, więc nie było aż tak ślisko jak się zapowiadało. Dodatkową atrakcją był pokaz powietrznych akrobacji zaprezentowanych przez zawodników Polskiej Kadry Motolotniarzy.

Miłego oglądania i do następnego spotkania!

Podsumownie sezonu 2016

Bieg, Exel Poland, Fundacja Persevere, Grupa Kotrak, Kije, Maraton, Nie Podbiegam, Nordic Walking, Półmaraton, Podium, Schody, Silesia Nordic Team, Zawody

2016… To był dla mnie bardzo trudny rok / sezon startowy. Kontuzje, choroby, problemy osobiste, zawodowe, a to wszystko przekładało się na motywację treningową, koncentrację na zawodach i co za tym idzie na wyniki. Chociaż w cyfrach wygląda to całkiem przyzwoicie, to jednak uważam, a wręcz jestem przekonany,  że mogłem osiągnąć o wiele więcej gdybym tylko potrafił się bardziej uporządkować w głowie.

2016 w cyferkach:

31 startów Nordic Walking (27 razy na podium, w tym 15 zwycięstw) i 31 startów biegowych (8 półmaratonów, 1 maraton, oraz 24 godzinny bieg po schodach)

Najważniejsze osiągnięcia NW 2016:
I miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski na dystansie 5 km,
II miejsce w Mistrzostwach Polski na dystansie 5 km
III miejsce w Pucharze Świata na dystansie 5 km

Największa porażką 2016 była zdecydowanie moja dyskwalifikacja podczas Sztafetowych Mistrzostw Polski w Osielsku, przez którą drużyna straciła pewne miejsce na podium.

Plany na 2017 są dość proste, oby przyszły rok nie był gorszy od tego mijającego, bo szczerze mówiąc w wielu aspektach nadal jestem mocno “w tyle”. Jedyne pocieszenie jest takie, że wróciłem do treningów, które postanowiłem całkowicie przemeblować w stosunku do lat poprzednich. Co z tego będzie jeszcze nie wiem, trzeba napewno poczekać do pierwszych zawodów 2017, czyli Noworocznego Półmaratonu Cyborga i wtedy będę mógł wstępnie ocenić, czy obrałem dobry kierunek.

Na koniec 2016 chciałbym jeszcze podziękować za wspieranie moich działań firmie Kotrak, Centrum Wspomagania Rozwoju Persevere, oraz SportPoland (dystrybutorem marki Exel), drużynie Silesia Nordic Team za zabawę podczas zawodów i poza nimi, wszystkim znajomym, którzy odwiedzają mój FB profil od czasu do czasu i chce im się klikać Lubię to! DZIĘKUJĘ!!!

Plany na 2017

Bieg, Kije, Maraton, Nie Podbiegam, Nordic Walking, Park Śląski, Półmaraton, Schody, Silesia Nordic Team, Zawody

Moja lista startów na rok 2017 zaczyna nabierać rumieńców i na dzień dzisiejszy na te imprezy jestem już zapisany. Lista z czasem będzie się powiększać 🙂

1 styczeń – Maraton Cyborga – Półmaraton Nordic Walking, Park Śląski

22 styczeń – Panewnicki Bieg Dzika, Katowice

18 / 19 luty – Marriott Everest Run – 24 godzinny bieg po schodach, Warszawa

19 marzec – 14. Krakowski Półmaraton Marzanny, Kraków

25 marzec – Półmaraton Ślężański, Sobótka

2 kwiecień – Półmaraton  Żywiecki, Żywiec

29 kwiecień – Puchar Polski Nordic Walking, Mielno

7 maj – Półmaraton Kielce, Kielce

14 maj – Puchar Polski Nordic Walking, Potęgowo

19 – 21 maj – Transylvania 100, Bran, Rumunia

1 październik – Silesia Maraton, Katowice

“3. Cracovia Półmaraton Królewski”

Bieg, Fundacja Persevere, Półmaraton, Zawody

Kraków przywitał chłodem i deszczem, w porównaniu z zeszłym rokiem temperatura i pogoda była katastrofalna. Po cichu miałem nadzieję, że się wypada przed startem, ale niestety tak się  nie stało. Pojawiłem się w biurze zawodów około 8:30 by odebrać pakiet startowy, poszło bardzo sprawnie, potem szybkie obejście kilku stoisk mini Expo i nie pozostało już nic innego jak tylko czekać na start (godzina 11:00).

20161016_085057

z numerem startowym

Jedyne dostępne miejsca do w miarę wygodnego siedzenia znajdowały się na głównej hali Tauron Areny. Tutaj niestety zbyt głośna muzyka nie dawała szans na przedstartową drzemkę, ani nawet na jakiekolwiek wyciszenie.

20161016_095802

próba relaksu przed startem

Dojście do depozytu to też był koszmar, dwa piętra w dól po schodach i wąski korytarz, dotarcie tam zajęło mi 15 minut. Na plus natomiast toalety, infrastruktura Tauron Areny daje radę, a na dodatek całe mnóstwo Toi-Toi przed halą i wzdłuż linii startu.

1

spokojny start

Półmaraton Królewski wystartował punktualnie o godzinie 11:00, po około 6 minutach dotarłem na linię startu. Początek przyjemny i spokojny, niestety po około 3 kilometrach kiedy to droga została zawężona, zrobiło się strasznie ciasno. Duże kałuże nie pomagały, co chwilę miało miejsce trącanie łokciami, popychanie, niska przyjemność z biegu. Totalny koszmar miał miejsce (tak jak i w zeszłym roku) na pierwszym punkcie z wodą. Bardzo wąsko, biegacze praktycznie stanęli w miejscu, a omijanie wodopoju na mokrej i śliskiej trawie było trochę ryzykowne. Na takiej trasie nigdy nie powinno się znaleźć więcej niż 5 tysięcy osób, 7 tysięcy to zdecydowanie za dużo, taki tłum odbiera radość biegania, kiedy to trzeba się przepychać i uważać, żeby kogoś nie podeptać, czy też na kogoś nie wpaść. Dotarłem na metę po upływie 01:53:18, co dało mi 3620 miejsce na 7099 startujących, oraz 866 miejsce w kategorii M 40.Wynik gorszy od zeszłorocznego o 6 minut, ale też wtedy były zdecydowanie inne warunki na trasie. Ja jestem ze swojego występu zadowolony i to jest najważniejsze.

dsc_0845

pamiątkowy numer i medal

Czy wrócę do Krakowa w przyszłym roku? Raczej nie będę na ten bieg jakoś specjalnie czekał, ale jak termin będzie mi odpowiadał i nie będzie w tym czasie nic ciekawszego, to pewnie się wybiorę.