PUCHAR POLSKI 2018

Kije, Nordic Walking, Ogólne, Puchar Polski, Silesia Nordic Team, Zawody

Wstępny kalendarz cyklu Pucharu Polski Nordic Walking 2018:

2 czerwiec: KOLBUSZOWA

23 czerwiec: MIELNO

7 lipiec: POLANICA ZDRÓJ

4 sierpień: OSIELSKO

20 sierpień: POTĘGOWO

8 wrzesień: HAJNÓWKA

Advertisements

PKO Silesia Marathon

Bieg, Katowice, Maraton, Park Śląski, Silesia Nordic Team, Zawody

Kilka dni po starcie mogę już spokojnie napisać, że nie powinienem stanąć na starcie, ostatni trening biegowy zaliczyłem 11 czerwca, i od tamtej pory nie przebiegłem nawet kilometra, co prawda chodziłem z kijami kilka razy, ale nie można tego uznać za jakiekolwiek przygotowanie do maratonu. To było czyste szaleństwo i niepotrzebne narażanie się na kontuzję. Przyznam, że skusiła mnie meta na Stadionie Śląskim i gdyby nie to, to pewnie oddałbym komuś swój pakiet startowy.

DSC_7384

Tak czy inaczej udało się ukończyć w jednym kawałku, głównie dzięki towarzystwie Bogusi i dopingowi na trasie. Czas uzyskany na mecie lepiej przemilczeć, celem było dobrze się bawić i dotrzeć do mety. Trasa trudna i wymagająca, wolontariusze na punktach z nawadnianiem byli rewelacyjni. Grupy kibiców też dawały czadu. Chciałbym w przyszłym roku ponownie wystartować, ale tym razem będąc lepiej przygotowanym, a nie na wariackich papierach.

DSC_2837

The Transylvania One Hundred

Bieg, Góry, Kije, Silesia Nordic Team, Ultramaraton, Zawody

Dla mnie to było wielkie święto górskiego biegania, wielka przygoda oraz zdecydowanie najtrudniejszy bieg w jakim do tej pory wziąłem udział. Trasa na której wystartowałem miała 50 km długości oraz około 3300 metrów przewyższenia. Utrudnieniem była niezwykle kapryśna pogoda, było absolutnie wszystko … słońce, wichura, burza, grad. To jak było ciężko na trasie odzwierciedla fakt, że około 100 osób nie ukończyło tego biegu, a wśród kobiet w kategorii 40 + na dystansie 100 km, tylko JEDNA dotarła do mety!
Mnie, patrząc z jednej strony poszło bardzo pechowo, z drugiej szczęśliwie.

8

Na starcie

Ale po kolei … Wystartowałem spokojnie, początek trasy prowadził cały czas pod górę, w sumie początek to trochę źle napisane … bo to było 10 km na poziom 2200 metrów, następnie 4 km ostro w dół, ale na tyle stromo, że nie było zbyt wielu okazji na prawdziwy zbieg, gdzie można by puścić nogi i poszaleć. I tak dotarłem do pierwszego punktu żywieniowego na 14 km Malaiesti, chwila oddechu, mały posiłek i dalej w drogę.

4

10 km

Od tego momentu zaczynała się ostra wspinaczka, wraz ze szczytem Omu (2507 metrów), który był nemezis tej trasy. Podejście na szczyt, które miało około 600-700 metrów po śniegu, lodzie, w towarzystwie bardzo silnego wiatru, było czymś nieprawdopodobnym, jeszcze nigdy się tak nie wspinałem, cały czas starając się podpierać kijkami i mając przy dłoni łańcuch który miał tą wspinaczce ułatwić.

3

10 km

To było coś, co naprawdę ciężko opisać i tylko osoby które tam były są w stanie to zrozumieć, a słowa “Omu” nigdy już nie zapomną. Na szczycie było bardzo wietrznie i zimno (co było widać na filmiku, który opublikowałem) i w takich warunkach trzeba było pokonać kilka następnych kilometrów w dość płaskim terenie, aż do punktu Batrana ( 2200 metrów ).

6

13 km

To co zobaczyłem tutaj wyglądało jak stacja na biegunie, mnóstwo śniegu, wiatr wiejący z prędkością około 70-80 km na godzinę, widoczność na 5 – 7 metrów, wolontariusze ubrani w grube puchowe kurtki, 2-3 budynki (chyba) które zauważyłem wyglądały jak iglo … ogólnie klimat jak na stacji arktycznej z filmu “The Thing”. Uciekłem z tego miejsca tak szybko jak to tylko było możliwe, mając 21 km w nogach i świadomość, że najtrudniejszy odcinek mam już za sobą, że teraz będzie już tylko lepiej i spokojniej. Kilometr dalej okazało się, że jednak nie… Podczas trawersowania jednego z licznych lodowych “języków”, które przecinały trasę, postawiłem nogę w jakoś mało stabilny sposób, bądź też trafiłem na wyjątkowo śliski fragment podłoża … i poleciałem. Na na plecy, tyłek i zacząłem zjeżdżać … z mapy wynika, że było to koło 300-350 metrów kiedy to udało mi się za pomocą kijków zatrzymać.

7

15 km

Po zatrzymaniu się jeszcze przez kilka sekund się nie podnosiłem, starałem się wyrównać oddech i wyczuć, czy czegoś sobie nie połamałem, ale o dziwo nic mnie nie bolało, tylko trochę pośladki od upadku, plecy zostały ochronione przez plecak … pierwsza myśl – ale fart! Ale co robić dalej? Stanąłem w miejscu, gdzie nie miałem możliwości wspięcia się z powrotem do góry i powrotu na trasę, a droga w dól wcale nie wyglądała lepiej. Na spokojnie przeanalizowałem mapę i swoje możliwości, i zdecydowałem, że zejdę na dół, co sprawi, że ominę jeden punkt kontrolny i nie zostanę sklasyfikowany w biegu. W tamtej chwili wydawało mi się, że była to bardzo rozsądna decyzja, teraz chyba też, chociaż pozostaje trochę niedosytu, że nie podjąłem próby powrotu na trasę. Tak więc rozpocząłem zejście, i po około 500 metrach znalazłem się na trasie biegu na 30 km, bardzo mnie to ucieszyło , dostałem nawet przypływu energii i rozpocząłem bieg. Jak się okazało trasa 30 km nie była łatwiejsza niż trasa 50 km … taka sama suma przewyższeń, a trasa krótsza o 20 km! Na jednym z odcinków, gdzie trzeba było zejść ze skały przy asekuracji łańcucha znalazłem wiszącą na wysokości około 4-5 metrów nad ziemią irlandzką biegaczkę, którą zablokowało, dziewczyna nie była się w stanie ruszyć, poślizgnęła się, rozbiła kolano i przez to trzymała się kurczowo łańcucha. Kilka minut rozmowy i udało mi się ją sprowadzić na ziemię.

5

Przed podejściem na Omu

Razem dotarliśmy do kolejnego punktu kontrolnego, dziewczyna pognała dalej, a ja opowiedziałem wolontariuszom co mi się przydarzyło, ale zachęcili mnie żebym nie rezygnował, tylko ukończył trasę, która dokładnie w tym miejscu łączyła się z moją trasą 50 km! Tak więc pozbierałem się i dokończyłem bieg, już bez większych przygód (nie licząc burzy, tego że cały nieprzemakalny sprzęt mi przemókł i kilkunastu minut gradu). Na mecie oklaski, medal, jednak szybko podszedłem do organizatora, i powiedziałem, że raczej tak do końca to mi się nie należy za skrócenie ślizgiem trasy o prawie 10 km, jednak usłyszałem, że jak pokonałem Omu to medal mi się należy!

2

Zamek Bran

Cóż więcej mogę napisać, trasa przepiękna, jeden z Nowozelandczyków spotkanych na trasie, był absolutnie zachwycony okolicą i razem dziwiliśmy się dlaczego właśnie tutaj nie został nakręcony “Władca Pierścieni”!
Organizacja biegu bardzo dobra, z kilkoma drobnymi niedociągnięciami, o których nie warto wspominać. Szkoda tylko, że pogoda byłą taka a nie inna, przez cały tydzień poprzedzający bieg było pięknie i słonecznie. Akurat w dniu startu musiało przyjść załamanie. Czy chciałbym wrócić na Trasylvania100k ? Zdecydowanie tak, ale tym razem tylko na trasę 100 km!

IMG_4323

Nasza ekipa wraz z gospodarzami pensjonatu

Na koniec chciałem jeszcze podziękować mojej ekipie wyjazdowej: Gosia, Marzka, Marek, Jarek! Było super! Pozdrowienia również dla pozostałej grupy, z którą spotkaliśmy się na miejscu: Monika, Marcin, Artur, Karolina, Maciek, Stefa, Kamila, Marek (mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem, a jeżeli tak to przepraszam)
I jako wisienka na torcie, OGROMNE GRATULACJE dla Marzki, która wywalczyła DRUGIE miejsce wśród kobiet na dystansie 100 km, pokonując tą absurdalną trasę w czasie poniżej 24 godzin! Chapeau Bas!
#Bran #Dracula #Transylvania #GórkskieBieganie #KSNW #SilesiaNordicTeam #CityFity #NeverGiveUp #FearTheReturn #Compressport #GoHardOrGoHome #Omu

Inauguracja Pucharu Polski

Fizan, Kije, Nie Podbiegam, Nordic Walking, Ogólne, Podium, Puchar Polski, Silesia Nordic Team, Zawody

“Puchar Polski Nordic Walking” w sezonie 2017 rozpoczęty!

17554354_1348994695190384_7044659476436217079_n

Pierwsze zawody w Mielnie okazały się bardzo wymagające ze względu na trasę prowadzącą w 1/3 po plaży. Tempo marszu spadało drastycznie, nie dało się utrzymać prędkości i nogi odmawiały posłuszeństwa. Z drugiej strony warunki były dokładnie takie same dla wszystkich. Dla mnie był to udany start, II miejsce w kategorii wiekowej cieszy i sprawia, że mam realną szansę na czwarte z rzędu podium w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski #StillStrong

Mielno_2017_fot_Beata_Zarach_3565

Dodatkowym powodem radości jest fakt, że zdobyłem podium #200 w zawodach Nordic Walking!
Za dwa tygodnie kolejny start Pucharu Polski, ponownie daleki wyjazd, tym razem Potęgowo.

Mielno_2017_fot_Beata_Zarach_3708

Jest więc jeszcze czas na kilka solidnych treningów #CityFitKatowice i poprawę kondycji.
Na koniec chciałem jeszcze pozdrowić wszystkich, którzy dzisiaj startowali i z którymi miałem przyjemność zamienić parę słów. Dobrze było Was znowu zobaczyć!

Mielno_2017_fot_Beata_Zarach_3730

“Puchar Dolnego Śląska”

Fizan, Kije, Nie Podbiegam, Nordic Walking, Podium, Puchar Polski, Silesia Nordic Team, Zawody

Impreza, która głównie zapadnie w pamięć z powodu chaotycznej organizacji. Wskoczyła do kalendarza Pucharu Polski 2017 zalednie miesiąc przed zawodami, co też miało wpływ na słabą frekwencję (142 osoby na starcie). Dodatkowe zamieszanie wprowadziła informacja o przeniesieniu miejsca rozgrywania zawodów na niecałe 12 godzin przed startem. Trasa była więc wyznaczona na szybko “na kolanie” i nie była zbyt atrakcyjna dla zawodników. O dziwo same zawody, dekoracja oraz losowanie nagród przebiegły bardzo sprawnie i bez żadnych opóźnień.

Patrząc na swój wynik, jestem zadowolony, 33 minuty na 5 km, kiedy to jestem jeszcze w fazie przygotowań jest całkiem niezłe, do tego 2 miejsce w kategorii i zdobyte 9 punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Polski. Wynik zdecydowanie na plus!

3

Puchar Polski tuż tuż

Kettler Polska, Kije, Nie Podbiegam, Nordic Walking, Silesia Nordic Team, Trening, Zawody

W sobotę rano, razem z drużyną Silesia Nordic Team wybieram się na Puchar Dolnego Śląska do Polkowic, by walczyć o pierwszy punkty w Pucharze Polski 2017. Tak jak w poprzednim roku będę startował na dystansie 5 km i mam ambitny plan by na koniec sezonu znaleźć się na podium klasyfikacji generalnej. Ostatnie treningi były głównie oparte o mocne jazdy na rowerku stacjonarnym, i udało mi się je zrealizować w 100%. 

Trzymajcie kciuki i oczekujcie relacji z zawodów! 

Marriott Everest Run

Maraton, Marriott Everest Run, Schody, Silesia Nordic Team, Zawody

everest

Gdy na początku grudnia zapisywałem się na tą imprezę, sam się do siebie śmiałem, przypominając sobie mój pierwszy start. Zastanawiałem się, na cholerę mi znowu to chodzenie po schodach, przecież nie ma w tym nic przyjemnego, żadnych widoków, które rekompensują trudy trasy, tylko schody, schody i schody. A jednak coś mnie pchnęło do tego by się zapisać po raz drugi i zmierzyć się ze schodami Hotelu Marriott.

251068473

Tym razem przyjechałem do Warszawy razem z drużyną “Zdzieraj Kapcie” (4 osobowa sztafeta). Rozbiliśmy nasz “obóz” na sali fitness, gdzie głównie stacjonowały sztafety. Dobre miejsce z szybkim dostępem do masaży, basenu i oczywiście do schodów. Po rozpakowaniu, przebraniu i zapoznaniu się z terenem, punktualnie o 9:00 wystartowaliśmy. Plan był bardzo prosty, poprawić wynik z roku 2016 o minimum 10 wejść, a najlepiej wdrapać się na sam Everest. Ale jak to z planami bywa, nie zawsze udaje się je wykonać. 

mike

Tak czy inaczej początek był obiecujący i nic nie zapowiadał tego co się później stało. Spokojne pierwsze 10 wejść, odpoczynek, kolejne 10 wejść, obiad.

dsc_0949

Posiłek regeneracyjny w Restauracji Champions

Po posiłku zmniejszyłem ilość pięter, 5 wejść, odpoczynek, 5 wejść, odpoczynek, aż do 40 wejścia, kiedy to dopadł mnie kryzys. Zszedłem i wskoczyłem do jacuzzi (co jak się okazało było błędem), po 40 minutach wróciłem na schody, 4 wejścia, odpoczynek, 3 wejścia odpoczynek, 2 kolejne wejścia, które jeszcze jakoś pokonałem i potem feralna 50-ta wspinaczka, która mną pozamiatała. Zaczęło kręcić mi się w głowie, wchodziłem od ściany do ściany, o mało się nie wywracając. To był koniec. Tak po prostu. Stwierdziłem, że wolę przerwać niż ryzykować, że coś może mi się stać.

58a8a63f28d79_o

Jeszcze w dobrej formie 🙂

Gdzie był błąd? Uważam, że przy pierwszym kryzysie po 40 wejściu, powinienem zejść do strefy odpoczynku i położyć się spać na 2 godziny, te dwie godziny dałyby mi więcej niż 30 – 40 minut jacuzzi. Miałem na tyle duży zapas czasu, że 2 godziny snu nie przeszkodziły by w osiągnięciu Everestu.
dsc_0950

Strefa regeneracji

Rywalizację zakończyłem mając na koncie 50 wejść, co nie wydaje się dużą liczbą, ale jak przeliczy się to na piętra… 2100, lub schody… 39800 to wyobraźnia zaczyna działać. Osiągnięta wysokość 6825 metrów w pionie pozwoliła mi na zajęcie 63 miejsca na 177 osób startujących indywidualnie.

dsc_0948

Pamiątkowy numer startowy

Na sam kilka osób namawiało mnie bym, na sam koniec po dłuższym odpoczynku wszedł jeszcze jeden raz i poprawił swój rekord. To prawda, mogłem to zrobić, przełamać zmęczenie i niechęć do schodów i to zrobić, ale uważam, że takie wejście dla kosmetycznej poprawy wyniku nie dałoby mi satysfakcji i radości. Dlatego też zrezygnowałem z tego pomysłu.

dsc_0955

Medal

Czy jestem zadowolony? Tak i Nie. Tak, bo wyrównałem zeszłoroczny wynik, potrafiłem rozpoznać sygnały, które wysyłał mi organizm i wiedziałem kiedy zejść, by nie ryzykować kontuzji. Nie, ponieważ nastawiałem się na lepszy wynik, wydawało mi się, że jestem lepiej przygotowany i doświadczony startem 2016.

dsc_0956

Certyfikat potwierdzający osiągnięty wynik

Z perspektywy dwóch startów w tej imprezie, uważam, że najważniejsza jest regeneracja i po prostu dobry sen. Dlatego jeżeli wybiorę się następnym razem, to z pewnością przyjadę dzień wcześniej, żeby się wyspać. Żadnej nocnej jazdy i próby łapania snu na siedząco.

zk

Zdzieraj Kapcie

Drużyna “Zdzieraj Kapcie” z którą wybrałem się do Warszawy dała czadu i uzyskała super wynik, mogło być lepiej, mogło być pudło, ale też kilka spraw nie poszło po Ich myśli. Tak czy inaczej brawo Turbo Basia, Łukasz, Bartek i Robert. Za rok będzie lepiej!

16864554_980041508792429_8710953031577964203_n

Motywatory 🙂

Kilka słów o organizacji i obsłudze. Tak jak już pisałem w zeszłym roku, od początku do końca perfekcja. Wiecie, że lubię się czepiać szczegółów, ale w przypadku tej imprezy naprawdę nie ma czego. Wyobraźcie sobie wolontariuszy (nazywanych tutaj szerpami) uśmiechniętych i gotowych do pomocy przez ponad 24 godziny trwania zawodów. Obsługa włożyła w tą imprezę nie mniej wysiłku niż startujący w niej zawodnicy. Brawo Wy!