“Puchar Dolnego Śląska”

Fizan, Kije, Nie Podbiegam, Nordic Walking, Podium, Puchar Polski, Silesia Nordic Team, Zawody

Impreza, która głównie zapadnie w pamięć z powodu chaotycznej organizacji. Wskoczyła do kalendarza Pucharu Polski 2017 zalednie miesiąc przed zawodami, co też miało wpływ na słabą frekwencję (142 osoby na starcie). Dodatkowe zamieszanie wprowadziła informacja o przeniesieniu miejsca rozgrywania zawodów na niecałe 12 godzin przed startem. Trasa była więc wyznaczona na szybko “na kolanie” i nie była zbyt atrakcyjna dla zawodników. O dziwo same zawody, dekoracja oraz losowanie nagród przebiegły bardzo sprawnie i bez żadnych opóźnień.

Patrząc na swój wynik, jestem zadowolony, 33 minuty na 5 km, kiedy to jestem jeszcze w fazie przygotowań jest całkiem niezłe, do tego 2 miejsce w kategorii i zdobyte 9 punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Polski. Wynik zdecydowanie na plus!

3

Puchar Polski tuż tuż

Kettler Polska, Kije, Nie Podbiegam, Nordic Walking, Silesia Nordic Team, Trening, Zawody

W sobotę rano, razem z drużyną Silesia Nordic Team wybieram się na Puchar Dolnego Śląska do Polkowic, by walczyć o pierwszy punkty w Pucharze Polski 2017. Tak jak w poprzednim roku będę startował na dystansie 5 km i mam ambitny plan by na koniec sezonu znaleźć się na podium klasyfikacji generalnej. Ostatnie treningi były głównie oparte o mocne jazdy na rowerku stacjonarnym, i udało mi się je zrealizować w 100%. 

Trzymajcie kciuki i oczekujcie relacji z zawodów! 

GPPB

Fizan, Gliwicka Parkowa Prowokacja Biegowa, Kije, Nie Podbiegam, Nordic Walking, Podium, Zawody

Mój drugi start w tym roku w Gliwickiej Parkowej Prowokacji Biegowej. Na zawody dotarłem kompletnie wyczerpany po 24 godzinach w pracy, więc od razu wiedziałem, że przejdę tylko jedno okrążenie. Z takim nastawieniem na dystans postanowiłem maszerować na 90% swoich możliwości, żeby zobaczyć na jakim jestem etapie przygotowań do Pucharu Polski. Poszło mi całkiem nieźle, udało mi się przez cały dystans utrzymać równe tempo w okolicach 6:30 min / km. Na metę przyszedłem jako pierwszy zawodnik, z pośród tych, którzy zdecydowali się na jedno okrążenie, z dużą ponad 2 minutową przewagą. Reasumując, gdybym był wyspany, poszedł na maksa z presją rywalizacji, to wynik powinien być zdecydowanie lepszy. 
Poniżej fotki ze startu autorstwa Katarzyny Marondel.

Marriott Everest Run

Maraton, Marriott Everest Run, Schody, Silesia Nordic Team, Zawody

everest

Gdy na początku grudnia zapisywałem się na tą imprezę, sam się do siebie śmiałem, przypominając sobie mój pierwszy start. Zastanawiałem się, na cholerę mi znowu to chodzenie po schodach, przecież nie ma w tym nic przyjemnego, żadnych widoków, które rekompensują trudy trasy, tylko schody, schody i schody. A jednak coś mnie pchnęło do tego by się zapisać po raz drugi i zmierzyć się ze schodami Hotelu Marriott.

251068473

Tym razem przyjechałem do Warszawy razem z drużyną “Zdzieraj Kapcie” (4 osobowa sztafeta). Rozbiliśmy nasz “obóz” na sali fitness, gdzie głównie stacjonowały sztafety. Dobre miejsce z szybkim dostępem do masaży, basenu i oczywiście do schodów. Po rozpakowaniu, przebraniu i zapoznaniu się z terenem, punktualnie o 9:00 wystartowaliśmy. Plan był bardzo prosty, poprawić wynik z roku 2016 o minimum 10 wejść, a najlepiej wdrapać się na sam Everest. Ale jak to z planami bywa, nie zawsze udaje się je wykonać. 

mike

Tak czy inaczej początek był obiecujący i nic nie zapowiadał tego co się później stało. Spokojne pierwsze 10 wejść, odpoczynek, kolejne 10 wejść, obiad.

dsc_0949

Posiłek regeneracyjny w Restauracji Champions

Po posiłku zmniejszyłem ilość pięter, 5 wejść, odpoczynek, 5 wejść, odpoczynek, aż do 40 wejścia, kiedy to dopadł mnie kryzys. Zszedłem i wskoczyłem do jacuzzi (co jak się okazało było błędem), po 40 minutach wróciłem na schody, 4 wejścia, odpoczynek, 3 wejścia odpoczynek, 2 kolejne wejścia, które jeszcze jakoś pokonałem i potem feralna 50-ta wspinaczka, która mną pozamiatała. Zaczęło kręcić mi się w głowie, wchodziłem od ściany do ściany, o mało się nie wywracając. To był koniec. Tak po prostu. Stwierdziłem, że wolę przerwać niż ryzykować, że coś może mi się stać.

58a8a63f28d79_o

Jeszcze w dobrej formie 🙂

Gdzie był błąd? Uważam, że przy pierwszym kryzysie po 40 wejściu, powinienem zejść do strefy odpoczynku i położyć się spać na 2 godziny, te dwie godziny dałyby mi więcej niż 30 – 40 minut jacuzzi. Miałem na tyle duży zapas czasu, że 2 godziny snu nie przeszkodziły by w osiągnięciu Everestu.
dsc_0950

Strefa regeneracji

Rywalizację zakończyłem mając na koncie 50 wejść, co nie wydaje się dużą liczbą, ale jak przeliczy się to na piętra… 2100, lub schody… 39800 to wyobraźnia zaczyna działać. Osiągnięta wysokość 6825 metrów w pionie pozwoliła mi na zajęcie 63 miejsca na 177 osób startujących indywidualnie.

dsc_0948

Pamiątkowy numer startowy

Na sam kilka osób namawiało mnie bym, na sam koniec po dłuższym odpoczynku wszedł jeszcze jeden raz i poprawił swój rekord. To prawda, mogłem to zrobić, przełamać zmęczenie i niechęć do schodów i to zrobić, ale uważam, że takie wejście dla kosmetycznej poprawy wyniku nie dałoby mi satysfakcji i radości. Dlatego też zrezygnowałem z tego pomysłu.

dsc_0955

Medal

Czy jestem zadowolony? Tak i Nie. Tak, bo wyrównałem zeszłoroczny wynik, potrafiłem rozpoznać sygnały, które wysyłał mi organizm i wiedziałem kiedy zejść, by nie ryzykować kontuzji. Nie, ponieważ nastawiałem się na lepszy wynik, wydawało mi się, że jestem lepiej przygotowany i doświadczony startem 2016.

dsc_0956

Certyfikat potwierdzający osiągnięty wynik

Z perspektywy dwóch startów w tej imprezie, uważam, że najważniejsza jest regeneracja i po prostu dobry sen. Dlatego jeżeli wybiorę się następnym razem, to z pewnością przyjadę dzień wcześniej, żeby się wyspać. Żadnej nocnej jazdy i próby łapania snu na siedząco.

zk

Zdzieraj Kapcie

Drużyna “Zdzieraj Kapcie” z którą wybrałem się do Warszawy dała czadu i uzyskała super wynik, mogło być lepiej, mogło być pudło, ale też kilka spraw nie poszło po Ich myśli. Tak czy inaczej brawo Turbo Basia, Łukasz, Bartek i Robert. Za rok będzie lepiej!

16864554_980041508792429_8710953031577964203_n

Motywatory 🙂

Kilka słów o organizacji i obsłudze. Tak jak już pisałem w zeszłym roku, od początku do końca perfekcja. Wiecie, że lubię się czepiać szczegółów, ale w przypadku tej imprezy naprawdę nie ma czego. Wyobraźcie sobie wolontariuszy (nazywanych tutaj szerpami) uśmiechniętych i gotowych do pomocy przez ponad 24 godziny trwania zawodów. Obsługa włożyła w tą imprezę nie mniej wysiłku niż startujący w niej zawodnicy. Brawo Wy!

“II Ekstremalne Walentynki na Sportowo”

Bieg, Morsowanie, Silesia Nordic Team, Zawody

Fotorelacja z bardzo ciekawej imprezy, która odbyła się przy Zalewie Strawczyn.
Dla każdego było coś miłego, bieg indywidualny na dystansie 3.6 km, bieg sztafetowy par na tym samym dystansie, rajd rowerowy, rajd nordic walking, oraz na koniec morsowanie i pieczenie kiełbasek na ognisku.

img_3532

Start

img_3531

img_3543

Początek drugiego okrążenia

img_3542
img_3539

img_3559

Meta

Ja wybrałem bieg, oraz niestety dopiero pierwsze w tym roku morsowanie. Niestety, ponieważ nie wiedziałem, że jest taka możliwość w miarę blisko od domu (ciągle jestem na etapie poznawania okolicy). Teraz o ile tylko grafik w pracy mi pozwoli, to będę zaglądał częściej nad Zalew Strawczyn.

img_3564

Przygotowanie

img_3574

Rozgrzewka

img_3585

Wspólne zdjęcie przed wejściem

img_3605

W kolejce do drabinki

img_3638

Zanurzenie

img_3635

Woda była całkiem ciepła

img_3639

Wyjście po paru minutach

img_3643

Ciepły szlafrok i bieg po herbatę

Sama impreza przebiegła bardzo sprawnie, trasa była posypana piaskiem, więc nie było aż tak ślisko jak się zapowiadało. Dodatkową atrakcją był pokaz powietrznych akrobacji zaprezentowanych przez zawodników Polskiej Kadry Motolotniarzy.

Miłego oglądania i do następnego spotkania!